niedziela, 8 kwietnia 2018

Heh.

Byłem u ortopedy. I tak jak myślałem, nie było po co jechać. Lekarz stwierdził, że z kręgosłupem nic mi nie jest, a czemu cały czas bolą mnie plecy? Nie powiedział. Dostałem skierowanie na rehabilitację, i od tego ma mi się niby zrobić lepiej. Ta, już to widzę. Zresztą, i tak najwcześniej będę miał to w październiku, więc jeszcze sobie poczekam. Nic nie mogę robić, bo bolą mnie te cholerne plecy. Gdybym znalazł pracę, chociaż pewnie nigdy do tego nie dojdzie, to niby jak miałbym pracować? Jak teraz tak mnie boli, to przecież będzie już tylko gorzej. A mogę tylko wykonywać pracę fizyczną, i do tego jakąś prostą, bo na pracę umysłową jestem po prostu za głupi.

Robi się coraz cieplej, więc ja oczywiście jak zawsze czuję się coraz gorzej. Dziś taki "ładny" dzień, pewnie niewiele osób spędzi go samemu w domu. Pewnie gdzieś sobie wyjdziecie ze znajomymi czy z drugą połówką, choćby na głupi spacer. A ja co? A ja nic, jak zawsze. Chyba większość ludzi na moim miejscu już dawno by się zabiła, tylko ja tak to przeciągam, no ale ile można...

W maju jest komunia mojego chrześniaka. Mam sobie kupić garnitur, bo w tym trzeba iść, a w ten stary z gimnazjum już się nie mieszczę za bardzo. W końcu już jestem gruby i robię się coraz większy. Może zamówię jakiś przez internet. Przecież nie ważne jak będzie wyglądać, aby tylko jakiś był. Zresztą jak będzie ciepło, to już zapowiadałem, że pójdę tylko w koszuli, bez żadnej marynarki i krawatu. Nie mam zamiaru męczyć się w garniturze, gdy kobietki będą ubrane w sukieneczki i będzie im wygodnie. Wystarczy, że byłem głupi i na studiach tak się męczyłem.

Nie wiem po co tu jeszcze cokolwiek piszę. Nikt już tego nie czyta, a tym bardziej nikogo to nie obchodzi.

czwartek, 1 marca 2018

Jakoś leci.

Jak na razie policja jeszcze po mnie nie przyjechała. Może nie mają jeszcze moich danych i dopiero po tym mnie odwiedzą. Mam nadzieję, że jednak nigdy to nie nastąpi.

Byłem u lekarza, zrobiłem prześwietlenie kręgosłupa. Wyszło, że mam spłycenie kyfozy piersiowej i niewielkie prawoboczne skrzywienie kręgosłupa. Ciekawe, czy będzie można coś z tym zrobić, czy jednak będzie już tylko gorzej i mam się przyzwyczaić do bólu. Dziś lekarza dał mi skierowanie do ortopedy. Mama mnie gdzieś zapisała i teraz muszę jeszcze poczekać trzy tygodnie na wizytę. Będzie ciężko, bo jest coraz gorzej i nawet jak leżę, to bolą mnie te cholerne plecy. I nie wie wiadomo, czy w ogóle coś ten lekarz pomoże.

Co do innych rzeczy to jak zawsze nic się nie zmieniło. Bezowocnie szukam pracy, nudzę się, ostatnio oglądam coraz więcej różnych filmów, niekoniecznie dobrych i jakoś leci, chociaż przez plecy każdy dzień jest jeszcze gorszy niż wcześniej. Nie wiem, co by tu jeszcze napisać, to chyba wszystko.

czwartek, 15 lutego 2018

Kurwa...

Pewnie jutro lub w poniedziałek przyjedzie do mnie policja i zabierze mnie do psychiatryka, bo napisałem w intrenecie, że chce się zabić, a jakiś idiota to zgłosił. Wcześniej byłem tylko kilka dni i był to najgorszy okres w moim życiu. Teraz pewnie tak szybko mnie nie wypuszczą i będzie jeszcze gorzej, bo cholernie bolą mnie plecy. Nie wiem, jak ja to przeżyje...

sobota, 13 stycznia 2018

Eh...

No to pierwszy post w tym roku, chociaż i tak nie powinno go być, bo raczej nie mam nic nowego do napisania.

Co roku to sylwestra spędzam bardziej żałośnie. Ten ostatni przespałem, dosłownie. Położyłem się spać o 22 i wstałem dopiero rano. I tak do tej 22 było mi ciężko wytrzymać i było smutno jak cholera jak zawsze, więc trochę skróciłem sobie te cierpienia. Jak jeszcze nie zdechnę, to za rok trzeba podobnie "świętować".

Od jakiegoś czasu mam też problem z plecami. Nieważne, czy siedzę, czy leżę to i tak cały czas. Nic nie zapowiada, że miałoby być lepiej, a raczej będzie tylko gorzej. Mam już tego dosyć. Pewnie to przez to, że w ogóle się nie ruszam, ale gdzie miałbym się niby szukać, jak nie mam pracy i znajomych, z którymi mógłbym się spotkać. Siedzę tylko przed komputerem, a potem leżę na łóżku przed komputerem: dzień w dzień i to tak od kilku lat. Smaruję się jakąś maścią, ale nic to nie pomaga. Teraz już nawet przed komputerem ciężko mi przebywać. Problemy z kręgosłupem są raczej u mnie rodzinne, ale nie sądziłem, że tak szybko i mnie to dopadnie. I mam tak z tym bólem dalej żyć? Wcześniej było nieprzyjemnie, ale teraz to już kurwa całkowicie.

Czasem się jeszcze łudziłem, że może będzie lepiej, ale teraz nie mam już żadnych złudzeń. Z brakiem dziewczyny i znajomych jakoś sobie radziłem, ale teraz nie ma dnia, by mnie coś nie bolało. A przez ten ból pleców zupełnie już nic mi się nie chce. Każdy dzień jest jeszcze większą udręką niż wcześniej. Codziennie liczy się tylko to, by jakoś wytrzymać do czasu, kiedy pójdę spać. Mam coraz więcej głupich myśli, chociażby o tym, by pojechać gdzieś, gdzie jest wojna i dać się zabić, bo sam nie potrafię tego zrobić. No chyba że ktoś z was chciałby to zrobić?

Nie ma dnia, by ojciec nie wspominał tego, że nie mam prawa jazdy i pracy i tak siedzę bezczynnie. Pierwsze co robi po powrocie z pracy, to sprawdza, czy siedzę przed komputerem, a potem jak zawsze zaczyna gadać ciągle to samo. Jak ja mam tego dosyć. Chciałbym się wyprowadzić, by nie musieć już go słuchać. Ale niby gdzie miałbym się wyprowadzić? Pod jakiś most? Eh...

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Wegetacja.

Kompletnie nie mam tu o czym pisać, a pewnie bym chciał, bo zawsze to jakieś zajęcie, więc piszę o tym, że nie mam o czym pisać. Nic się u mnie nie dzieje, zupełnie nic, i to chyba właśnie najgorsze. Jak studiowałem, jeździłem codziennie do Lublina i pewnie często byłoby o czymś napisać. A teraz? Nic. Tylko siedzę w domu i nic nie robię. Jaki ja muszę być zjebany, że tyle czasu nie potrafię znaleźć sobie pracy chociaż za tę minimalną pensję. I jak tak dalej będzie to nigdy nie znajdę...
Za rok mój brat będzie zdawać na prawo jazdy, a jest młodszy ode mnie prawie dziesięć lat. I pewnie zda za pierwszym razem, a ja nigdy. Ale być zjebany, skoro przez tyle lat nie potrafię zrobić czegoś, co większość ludzi robi bez problemu.

Jak ja chciałbym z kimś porozmawiać. Ostatni raz spotkałem się z innym człowiekiem ponad dwa lata temu i nic nie wskazuje na to, bym kiedyś znów miał się z kimś spotkać. A wy, jeśli oczywiście ktoś jeszcze tu zagląda, chodzicie do szkoły, na uczelnię, do pracy i spotykacie się z innymi ludźmi. Potem pewnie ze znajomymi, chłopakiem lub dziewczyną, rozmawiacie, robicie razem różne rzeczy, a ja co? Wstaję rano i idę do komputera, potem resztę dnia spędzam gapiąc się w telefon. I tak cały czas. Jak mam być normalny jak nie mam kontaktu z innymi ludźmi, jak z nikim nie rozmawiam? To nie życie, to pieprzona wegetacja. Na studiach było niewiele lepiej, ale przynajmniej codziennie wychodziłem z domu, łaziłem sobie po mieście i czasem na uczelni ktoś się do mnie odezwał, co oczywiście było rzadkością, bo kto chciałby odzywać do tego czegoś. Chętnie bym do tego wrócił, bo teraz nie mam już nic.

Z tym swędzeniem to chyba jakiś większy problem. Od września mnie to już męczy i samo chyba nie przejdzie. Co kilka dni wszystko mnie swędzi. Trwa to ze dwa dni, potem kilka dni przerwy i od początku. Po myciu brzuch i ręce mam całe czerwone. A głowa swędzi tak bardzo jakby piekła. I dobrze mi tak. Po co mam być zdrowy i tak nigdzie nie wychodzę, a jak siedzę tylko w domu to mogę i tak cierpieć. Może zdechnę szybciej.

piątek, 13 października 2017

Może mi przez chwilę nic nie dolegać?

No właśnie ostatnio ciągle coś mi jest, a przecież nawet nie wychodzę z domu. W poprzednim poście pisałem o tym, ze muszę chirurgicznie usunąć ósemkę. No i niedawno jakoś się to udało. Bardziej chyba bałem się rejestracji niż tego wyrywania, bo nie wiedziałem gdzie co tam jest, gdzie się udać, itd. W Lublinie byłem o 6 rano, padał deszcz, więc od razu tam poszedłem, ale było zamknięte (rejestracja jest czynna od 7:30), więc poszedłem się przejść. Aż mi się przypomniało, jak sobie tak łaziłem rano przed zajęciami czy między nimi, gdy jeszcze studiowałem; brakuje tego trochę. Teraz tylko siedzenie w domu i nic innego. Wróciłem tam o 6:40, było już otwarte i w środku kilka osób. Zapytałem się kto jest ostatni i czekałem na rejestrację. Niezbyt przyjemne kobiety tam pracują, ale jakoś się udało. Tyle że gdy mnie zapytano o numer telefonu to ze stresu go zapomniałem i podałem jakiś przypadkowy. Mam nadzieję, że nie będzie to do niczego potrzebne.
Trafiłem do młodej i ładnej pani chirurg. Powiedziałem z czym przyszedłem, wypełniłem jakieś tam papiery i odesłała mnie, by zrobić pantomogram. Zrobiłem zdjęcie, ale stwierdziła, że dziś tego zęba mi nie wyrwie, bo za dużo ludzi i mam wrócić jutro. Następnego dnia było już łatwiej, bo wiedziałem co i jak. Teraz już tylko bałem się, czy bardzo będzie boleć. Jednak na szczęście bólu nic nie czułem, dopiero po tym jak puściło znieczulenie zaczęło dosyć mocno boleć. No i nieźle spuchłem. Ze środkami przeciwbólowymi dało się wytrzymać. Tydzień później pojechałem na zdjęcie szwów i zęba miałem z głowy.

Od jakichś dwóch tygodni wszystko mnie swędzi. Całe moje gówniane ciało. Biorę wapno i jakieś proszki; to pomaga, ale tylko na kilka dni, a potem znowu się zaczyna. To cholernie wkurzające.

Z tydzień temu dosyć mocno zaczęła boleć mnie głowa. Nic specjalnego. Wziąłem coś przeciwbólowego i w końcu przestało. Ale za to następnego dnia mocno bolała mnie głowa przy kichaniu, kaszlu, schylaniu się czy podnoszeniu jakichś cięższych rzeczy. Utrzymuje się to do dzisiaj i na to środki przeciwbólowe nie pomagają. Czytałem, że może być to nawet jakiś nowotwór. Pewnie każdy normalny człowiek od razu poszedłby z tym do lekarza, ale dla mnie to ostateczność. Gdybym miał pracę to byłoby kiepsko, ale że nigdy żadnej nie znajdę, to mogę sobie tak siedzieć w domu. Może w końcu uśmiechnie się do mnie szczęście i naprawdę będzie to coś poważnego i w końcu zdechnę. To byłoby świetnie, więc nie ma po co iść do lekarza.
No i od dwóch dni boli mnie gardło. Biorę różne rzeczy i nic nie pomaga. Niedługo muszę zacząć wycinać maliny, więc z tak bolącym gardłem to nie będzie przyjemne.

A tak poza tym to tęsknię za pewną osobą. Brakuje mi rozmów z nią. W tym roku pisaliśmy tylko dwa razy i to krótko. Już więcej rozmawiałem z jej siostrą. Następny raz pewnie będzie dopiero w marcu w jej urodziny... Staram się przyzwyczaić, że ta znajomość jest już skończona, ale to trudne, bardzo trudne. Nadal nie ma dnia, bym nie sprawdzał kiedy ostatnio była aktywna na facebooku i liczę sobie o której godzinie to było. Jak uda mi się trafić, że jest online albo była kilka minut temu, to czuję jakby była jakoś tak blisko. Eh. Jakie to głupie... Jestem żenujący ale nie potrafię o niej zapomnieć...

środa, 13 września 2017

Samobójstwo.

Ostatnio znowu często myślę o samobójstwie. Niby nic się u mnie nie zmieniło, nadal jest beznadziejnie, a jakoś coraz bardziej tego chcę.
Mam problem z zębem, bo jak najszybciej muszę go usunąć chirurgicznie, a nie wiem gdzie i tym bardziej nie mam za co. Jak bym się zabił, to problem z głowy, a poza tym wszystkie inne, no nie?

W tym roku mamy niewiele aronii i malin, więc dużo na tym nie zarobimy. A ja sam oczywiście nigdy nigdzie nie znajdę pracy. Zresztą, bardziej ich obchodzi to, że nie mam prawa jazdy, bo codziennie o tym mówią. Chyba naprawdę nie ma dnia, by o tym nie wspominali. A przecież teraz na egzamin się nie zapiszę, bo to nie ma żadnego sensu. Kurs robiłem dawno temu, a teraz już nic nie pamiętam. Zresztą, ja uczyłem się jeszcze na starą wersję, więc nawet teorii bym nie zdał.

Zbliża się zima i może w końcu uda mi się to zrobić. Kawałek ode mnie płynie Wieprz, taka sobie rzeczka. Spokojnie dałoby się tam utopić. No i ja w ogóle nie potrafię pływać, więc raczej nie byłoby z tym problemu. Kiedyś w dzieciństwie prawie się utopiłem w starej kopalni piasku, więc wody raczej unikam. W liceum poza lekcjami wf-u miałem z godzinę lub dwie zajęć na basenie za darmo. Inni uczyli się tam pływać, a ja tylko się na nich patrzyłem, bo oczywiście też musiałem tam chodzić. Jeśli odważę się skoczyć z mostu do tej rzeki, to już raczej nie wypłynę. Jeśli jakoś bym tego dokonał, to mróz zrobi resztę, bo będę chciał to zrobić jak będzie dosyć zimno. Wtedy usiądę pod jakimś drzewem i po prostu poczekam, aż zdechnę. Żeby łatwiej poszło, wypije trochę alkoholu. Po weselu siostry zostało jeszcze kilka butelek wódki i nie ma kto tego wypić. Podobno alkohol fajnie rozgrzewa człowieka, więc to będzie w sam raz.
Nie wiem tylko czy miałbym pisać jakiś list czy coś takiego. Może lepiej i tak, by mnie nie szukali. Jeśli całkiem przestanę tu pisać, to będzie mogło oznaczać, że już zdechłem. A teraz trzymajcie kciuki, by udało mi się to zrobić :-).

Heh.

Byłem u ortopedy. I tak jak myślałem, nie było po co jechać. Lekarz stwierdził, że z kręgosłupem nic mi nie jest, a czemu cały czas bolą mni...