poniedziałek, 20 marca 2017

Kolejny gówniany post gównianego człowieka na gównianym blogu.

Tydzień temu byłe w końcu u psychiatry, chociaż równie dobrze mógłbym nie iść i na to samo by wyszło. Czekałem dwa miesiące na wizytę, by lekarz jedynie przyłożył mi do palca kawałek jakiegoś plastiku i owinął to bandażem. Na pewno będzie od tego lepiej.
Przez te prawie trzy miesiące w ogóle nie szukałem pracy, ale chyba muszę znowu zacząć, bo ten palec pewnie już zawsze będzie mnie boleć. Nie dość, że i tak nie mam szans, by cokolwiek znaleźć, to nawet jeśli jakimś cudem tak by się stało, to ciężko byłoby mi coś robić przez ten cholery palec.

A tak poza tym jak to zwykle u mnie bywa. Siedzę cały czas w domu i innego nic nie robię  poza siedzeniem przed komputerem. Całkowicie nic mi się nie chce. Zdarza się, że nie jem cały dzień, bo nie chce mi się iść sobie coś zrobić, więc tak sobie jestem głodny przez cały dzień. Ale w sumie to może i dobrze. Jestem taki gruby, że w ogóle nie powinienem jeść z miesiąc.

Dobrze, że nigdzie nie wychodzę. Moje jedyne spodnie mogę zapiąć jedynie wtedy gdy porządnie wciągnę brzuch. Reszta moich ubrań też za dobrze nie wygląda. W większości są jakieś dziury, większe lub mniejsze albo po prostu teraz ledwo się w nie mieszczę. Zresztą i tak dużego wyboru nie mam, skoro mam jedynie cztery bluzy z długim rękawem i trzy z krótkim, a większość z nich ma już trochę lat. A na zakupy przecież nie pójdę.

Ten post piszę już z tydzień, bo tak bardzo nic mi się nie chce. Od dawna z nikim nie rozmawiam. Chodzi mi oczywiście o internet, bo ostatnio spotkałem się z kimś prawie dwa lata temu. A wy ile czasu byście wytrzymali, by z nikim nie rozmawiać i nie spotykać się? Może jeszcze jakiś czasu mogłem to zmienić, ale teraz nie ma już na to szans. Nigdy już nikogo nie poznam i będę tak wegetować w samotności, aż w końcu odważę się zabić, bo nikt nie ma wątpliwości, że tak się w końcu stanie.

niedziela, 19 lutego 2017

Ja to mam szczęście

Ponad miesiąc temu przewróciłem się na dworze i od tego czasu boli mnie kciuk w lewej ręce. Przez dwa tygodnie nigdzie z tym nie poszedłem, bo myślałem,że samo przejdzie. Wprawdzie było trochę lepiej, bo na początku nie mogłem tą ręką prawie nic robić, ale nadal bolało. Po tych dwóch tygodniach poszedłem do mojego lekarza rodzinnego (oczywiście mama mnie zarejestrowała), dostałem skierowanie na prześwietlenie. Zrobiłem to prześwietlenie, niczego nieprawidłowego nie wykazało. Wróciłem do lekarza i dostałem skierowanie do ortopedy. Z tego co wiem, ten właśnie lekarz przyjmuje ludzi tylko w nagłych wypadkach; wszyscy inni muszą się wcześniej zapisać. Może gdybym poszedł tam od razu po tym, jak się przewróciłem, to by się kwalifikowało. No ale trudno. Zapisałem się, a raczej mama to zrobiła, na 13 marca, więc jeszcze trochę sobie poczekam. Chociaż nie wiem, czy po takim czasie będzie można jeszcze coś z tym zrobić.

Teraz już znacznie mniej boli i mogę robić większość rzeczy, ale gdy trzeba coś mocniej ścisnąć, przenieść coś ciężkiego, czy po prostu użyć więcej siły, to mój palec daje o sobie znać; Dlatego już w ogóle nie szukam pracy, bo nawet jakbym w końcu jakąś znalazł, to i tak pewnie nie mógłbym jej wykonywać.
Tu w mojej okolicy mieszka taka kobieta, która specjalizuje się w naprawianiu złamań, skręceń, itp., itd., więc może tam się wybiorę, ale to najwyżej pewnie dopiero po wizycie u ortopedy.

Z tydzień temu znowu spuchło mi oko, że ledwie mogłem je otworzyć. Wcześniej przydarzyło mi się to gdzieś w październiku. No ale wtedy to prawdopodobnie było spowodowane tym, że gdy wycinałem maliny, nadziałem się na łodygę. Oberwałem głównie pod okiem, jednak oko też trochę dostało. Bolało i to nieźle, ale przeszło po jakimś czasie, wiec ani z tym, ani później z opuchnięciem nie byłem u okulisty. Tym razem pojechałem, bo mama i tak musiała jechać po nowe okulary, wiec wybrałem się z nią. Nic ciekawego się tam nie dowiedziałem, a tylko dostałem jakieś krople i maść. Ani razu tego nie użyłem, a dzień później po opuchliźnie nie było śladu. Szkoda, że ten palec nie przestanie mnie tak boleć.

Prawie w ogóle nie wychodzę z domu, a ostatnio ciągle coś mi jest. Eh. Ciekawe, co następne mi się przydarzy.

czwartek, 12 stycznia 2017

...

Byłem dziś zarejestrować kartę sim. Zważywszy na fakt, że moje kontakty z innymi ludźmi są obecnie ograniczone do rodziny, to całkiem nieźle mi poszło. Nawet za bardzo się nie stresowałem. Pewnie gdyby było tam więcej osób, to byłoby gorzej, ale na szczęście nie było. Przynajmniej to potrafiłem zrobić. No i wyszedłem z domu i trochę sobie połaziłem po mieście czekając na autobus, więc dobre i tyle.

Ale mam dziś ochotę wsiąść do pociągu i tak sobie gdzieś pojechać. Zima to świetna pora na jazdę pociągiem. Tylko szkoda, że nie bardzo mam gdzie, no i tym bardziej z kim. Może jednak pojadę do Rzeszowa za tydzień na ten mecz. Nie wiem tylko, czy jest sens jechać, skoro i tak mam małe szanse kupić bilet w kasie. No i nie miałbym, gdzie przenocować. Do żadnego hostelu pewnie nie odważyłbym się pójść, więc musiałbym całą noc sobie łazić po mieście. A jak będzie z -10 czy -15 stopni to może być ciężko. Pewnie przez ten tydzień będę się przekonywać, że powinienem jechać, a zaraz potem, że jednak nie powinienem.

No i to chyba tyle. Krótki ten post, ale nie mam o czym dalej pisać.

niedziela, 1 stycznia 2017

Dalej

No i oczywiście tego nie zrobiłem. I nie wiem, czy kiedykolwiek zrobię. Jestem taki beznadziejny, że chociaż tej jednej rzeczy nie potrafię zrobić w tym moim gównianym życiu.

Dziś już trochę lepiej, ale wczoraj czułem się okropnie. Do mojego brata przyszli koledzy, więc to tylko pogłębiło się wczoraj beznadziejnie czułem. Z nudów po raz kolejny robiłem kontrabandę na Skellige. Gdyby ktoś nie grał w Wiedźmina 3, to takie bardzo nudne, żmudne i nieciekawe czyszczenie mapy ze znaków zapytania, pod którymi kryją się jakieś bezwartościowe przedmioty. Wielu graczy tego nie robi, bo im się nie chce, i nie dziwię się; a ja zrobiłem to już trzy razy. No i jakoś po pierwszej poszedłem spać.

Wczoraj przez większą część dnia pracowałem przy drewnie, więc jutro będę mieć jeszcze co robić. Albo rozłożę sobie to na kilka dni; w końcu co za różnica.
W miesiącu muszę zarejestrować kartę sim albo po prostu w lutym kupię sobie nową i wtedy chyba od razu się rejestruje przy zakupie, więc może byłoby łatwiej.

Miałem w tym roku pojechać na jakiś Resovii, ale oczywiście jak dotąd mi się to nie udało, a już połowa sezonu. Pod koniec stycznia w Rzeszowie zagra Cucine Lube Civitanowa, czyli jeden z najlepszych klubów w Europie, w którym gra wielu świetnych zawodników. Fajnie byłoby się wybrać na ten mecz, ale pewnie nie miałbym szans, by kupić bilet. No i trudno.

Zaraz pewnie  idę dalej grać w Wiedźmina i użalać się nad sobą w internecie. Jutro znowu to samo, i tak cały czas, aż pewnie do usranej śmierci.

sobota, 31 grudnia 2016

Pieprzony sylwester...

A jakby tak dziś udać się na most i z niego skoczyć albo wziąć na raz wszystkie pigułki, które mi zostały? To byłoby adekwatne zakończenie tego roku i mojego życia. Sylwester to niby nic specjalnego, ale teraz bardziej niż kiedykolwiek doskwiera mi samotność. Kobiety raczej nie mają z tym takiego problemu, bo zawsze ktoś je gdzieś zaprosi.

Przez cały rok i tak przecież jestem smutny, ale w tego cholernego sylwestra jest najgorzej. Żadnych znajomych, by ktoś gdzieś mnie zaprosił. A sam gdzie się wybiorę? Mogę co najwyżej zapoznać się z wodą z Wieprza. Ale oczywiście brak mi na to odwagi, no chyba że jakoś się przemogę i to zrobię. Fajnie byłoby się jutro nie obudzić. Możecie mi tego życzyć; to zdecydowanie byłyby najlepsze życzenia.

Właśnie się dowiedziałem, że taka niby moja znajoma, jedyna znajoma, poznała kogoś i idzie sobie dziś z nim potańczyć. Nie to, żeby mnie bardzo smuciło, że kogoś poznała, bo i tak nie miałbym u niej żadnych szans. Traktowała mnie co najwyżej jak brata. Zresztą to nic dziwnego, w końcu jest idealna. Nie dość, że piękna, to ma jeszcze niesamowity charakter.
Smuci mnie to, że ja nie mam najmniejszych szans, by kogoś sobie znaleźć. No i fakt, że ona będzie się świetnie bawić z chłopakiem, a ja jak zwykle będę się użalać w internecie siedząc w domu przed komputerem jest cholernie przygnębiające.

To do przeczytania w następnym roku, no chyba że jednak nie :-)

środa, 28 grudnia 2016

Święta i inne nieciekawe rzeczy.

I znów dość długo nic nie pisałem. Po co ja dalej mam tego bloga, skoro nic tu prawie nie piszę. No pewnie mógłbym, ale nie nadawałoby się to do czytania, bo o czym bym pisał? "Dziś jak zwykle obudziłem się o 8:40. Poszedłem do komputera. Ściągnąłem sobie, co miałem ściągnąć. Wbiłem następny poziom w Gwincie. Znów się irytowałem, że z trzech beczek wypadł mi sam szrot. Pozakopywałem trochę gównianych znalezisk osobników z neuropy na wykopie, a potem do 16 grałem po raz setny w Wiedźmina. W międzyczasie coś zjadłem albo i nie. Potem do nocy leżałem na łóżku przeglądając wykop na telefonie i coś oglądałem". Gdybym miał pisać codziennie, to w zasadzie ciągle byłoby to samo, więc chyba jednak lepiej oszczędzić tego komuś, kto tu zagląda, o ile jeszcze jest ktoś taki.

Święta nie różniły się niczym szczególnym od pozostałych dni w moim wykonaniu. Poza ubraniem choinki i chodzeniem do kościoła, czas jak zwykle spędziłem przed komputerem i telefonem. W tym roku było trochę więcej osób, by przyjechała siostra z mężem i dzieckiem, a pierwszego dnia świąt przyszli jeszcze dziadkowie. No ale oni wszyscy przebywali w jednym pokoju, a ja w drugim, więc nie miało to dla mnie większego znaczenia.

Sylwester też tak spędzę. No chyba że wcześniej pójdę spać. Nie lubię chodzić rano do kościoła 1 stycznia, bo poza mną młodych ludzi prawie w ogóle tam nie ma. I to pewnie dość zrozumiałe. Jak się bawili do rana, to raczej od razu nie wybiorą się do kościoła. Ale z drugiej strony takie siedzenie w domu pewnie jest lepsze, niż gdybym miał znowu iść pieszo przez całą noc.

Mam jeszcze miesiąc, żeby zarejestrować kartę sim. I nie wiem, jak ja to zrobię. Może nie zrobię. I tak mi to do niczego niepotrzebne.

Niedawno mama kupiła mi nową kurtkę. Stara może i nie wyglądała już najlepiej i miała trochę dziur, ale i tak znacznie lepiej mi się w niej chodziło. Zresztą, co za różnica w czym chodzę. Mam też nowe spodnie. W stare już się zaczynam nie mieścić, więc pewnie się przydadzą. A właśnie, co do tego. Jakiś czas temu pisałem, że jak będę tak tyć, to szybko osiągnę 70 kg. No i jest. Teraz jestem ciekaw, kiedy będę ważyć 100 kg...

poniedziałek, 31 października 2016

Kino, spacer, czekolada.

W końcu wyszedłem z domu od lipca i wybrałem się do kina na Wołyń. Film się skończył po 13 i ciągle tkwi mi w głowie. Miałem nie iść, ale cieszę się, że jednak poszedłem. Warto było wstać po 6 rano, zmoknąć i wrócić do domu kilka minut przed 16.

Musiałem wstać tak wcześnie, bo nie byłem pewien, czy jest dziś trochę późniejszy autobus. Dlatego musiałem w Lublinie sobie pospacerować ze dwie godziny. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że padał deszcz. Na szczęście po jakimś czasie przestało padać, bo nie uśmiechałoby mi się chodzić tyle czasu w deszczu. Fajnie było znów sobie połazić po ogrodzie Saskim. Jak ja dawno tam nie byłem. Już zapomniałem, jak fajnie się tam spaceruje. Gdy poprzednio tam byłem, widziałem pawie, ale dziś jakoś nie chciały się pokazać. Chociaż nie wiem, czy one w ogóle nadal tam jeszcze są.

No i jak zwykle widok grupy ludzi, a zwłaszcza par, czy po prostu młodych kobiet sprawiał, że czułem się jeszcze gorzej... Za każdym razem jak wychodzę z domu to uczucie jest coraz gorsze. Ale co się dziwić, nie mam znajomych, o jakiejkolwiek dziewczynie mogę jedynie pomarzyć, więc to oczywiste, że widok takich ludzi będzie sprawiał mi przykrość. Kupiłem sobie czekoladę, to trochę to załagodzi. Szkoda tylko, że nie moją ulubioną, ale oczywiście tej nie było, a do innego sklepu nie bardzo bym poszedł.

A tak poza tym nic nowego. CV już raczej nie wysyłam. Rodzice codziennie każą mi znowu iść na prawo jazdy. Bo oczywiście teraz, po kilku latach przerwy, na pewno bym od razu zdał. Teraz to nawet bym teorii nie zdał. Chyba nigdy nie zdobędę tego prawa jazdy, co tylko potwierdza, jakim jestem nieudacznikiem.

Kolejny gówniany post gównianego człowieka na gównianym blogu.

Tydzień temu byłe w końcu u psychiatry, chociaż równie dobrze mógłbym nie iść i na to samo by wyszło. Czekałem dwa miesiące na wizytę, by le...