sobota, 24 czerwca 2017

Facebook i inne smęty.

Z facebooka usunąłem większość tych pseudo znajomych; zostawiłem jedynie kilkanaście osób. Zresztą ich też pewnie prędzej czy później usunę. Poza tym od kilku dni coś mi się pochrzaniło z facebookiem i nowych aktualności nie widzę prawie wcale (oczywiście z różnych stron, bo od tych znajomych to i wcześniej prawie nic nie było). Dlatego chyba usunę tam konto, bo niby po co mi ono? Teraz przydaje się jedynie do spamowania, ale to mogę robić i tutaj i niedawno tak właśnie było. Tam i tak nikt już nie widzi tego, co umieszczam, a tutaj mam większy zasięg (do czasu :D).
Prawie codziennie wchodzę sobie na profile tych osób, których jeszcze nie usunąłem, oglądam zdjęcia i jeszcze bardziej się frustruję, że marnuję życie. Chociaż ciężko tę wegetację nazwać życiem. Wtedy przez jakiś czas już całkiem nie potrafię nic robić i jedynie o tym myślę, smucę się i pragnę zdechnąć. Jak to możliwe, że oni mogą mieć tak normalne życie, a ja wcale... Często odwiedzam zwłaszcza taką jedną osobę. W sumie, robię to kilka jak nie kilkanaście razy na dzień. Sprawdzam, kiedy ostatnio była aktywna. Liczę, ile czasu minęło od naszej ostatniej rozmowy (dziś już prawie trzy miesiące). Za trzy tygodnie mam urodziny, więc może wtedy napisze, a potem znów cisza przez kilka miesięcy albo teraz już na zawsze. Nie pamiętam kiedy ostatnio z kimś rozmawiałem. Oczywiście chodzi o świat wirtualny, bo jeśli o rzeczywistość to jak dobrze wiecie, nic takiego się u mnie nie zdarza. Trudno. Przywykłem do tego, chociaż pewnie to nie jest normalne dla człowieka, bo chyba jednak ludzie potrzebują kontaktu z innymi.

We wtorek siostra zabrała mamę nad morze. Też bym sobie chętnie pojechał, ale nie było już dla mnie miejsca w samochodzie. Trochę szkoda, bo nad morzem nigdy nie byłem i pewnie nigdy nie będę. No i tak po prostu chciałbym się gdzieś wybrać, gdziekolwiek. Jeśli chodzi o wyjazdy na północ naszego kraju to najdalej byłem w Warszawie, a na zachodzie w Częstochowie na pielgrzymce. Więc raczej daleko się nie zapuszczałem. Nie sądzę, by kiedyś miało się to zmienić. Nie mam samochodu, prawa jazdy, pieniędzy, znajomych, więc jak mam gdzieś pojechać?
Na początku czerwca mój brat był w górach i to tam bym się najchętniej wybrał. Często przeglądam sobie zdjęcia z różnych wycieczek ludzi w góry i im zazdroszczę, że ja tam nigdy nie pojadę.

Jutro jest święto roweru w miejscowości niedaleko mnie. Jak co roku będzie tam sporo ludzi i jak co roku pewnie tam nie pojadę, a zawsze wcześniej sobie mówię,że tym razem jednak pojadę. Heh. Zresztą nawet nie miałbym z kim, bo nawet mój brat jedzie z kolegami, a potem nad jakieś jezioro.
Eh. I po co żyje takie coś jak ja...

niedziela, 21 maja 2017

Blog jeszcze żyje...

O czym by tu napisać... Niedawno byłem w kinie. Niby nic specjalnego, ale przynajmniej wyszedłem z domu. Trochę połaziłem sobie po mieście. Byłem w końcu na dachu Tarasów Zamkowych. Bardzo fajnie tam jest. Może uda mi się tam jeszcze kiedyś pójść, gdy będzie tam mało ludzi, więc lato odpada. No chyba że wybiorę się, gdy akurat będzie padał deszcz. A, no i byłem w Mc Donald's. Są tam takie fajne tablice dotykowe, tam można sobie zamówić co się chce, więc nie trzeba się nawet odzywać. Gdyby tylko nie było tam zawsze tylu ludzi, to byłoby dobrze. To był problem, ale nie największy. Najgorsze jest to, gdy sobie myślę, że to dla mnie nadzwyczajna sytuacja. Następnym razem do tego miejsca wybiorę może za rok albo i wcale, a dla tych wszystkich ludzi to zwykły dzień, zupełnie zwykła sytuacja, którą pewnie powtarzają wielokrotnie. Przykro jak cholera.

Wczoraj cały dzień pracowałem na dworze. Najpierw robiłem jedno ogrodzenie, potem drugie, trzeba było jeszcze wstawić bramę, więc się nie nudziłem. Szkoda, że i tak nic się nie skończyło. A wieczorem było ognisko. Wziąłem tylko sobie kiełbaskę i wróciłem do domu. Nie chciało mi się tam siedzieć, a poza tym i tak w tym czasie był mecz. Przypomniało mi to, jak prawie dwa lata temu byłem w Rzeszowie na ognisku. Było m jednocześnie przykro, bo oczywiście nic nie mówiłem i prawe każdy bł ze swoją drugą połówką, a wiadomo, gdzie moja jest,no i trochę się cieszyłem, bo przynajmniej mogłem sobie posiedzieć wśród ludzi. Pewnie już nigdy nic takiego mi się nie przydarzy. Teraz to tylko komputer i komputer.

poniedziałek, 20 marca 2017

Kolejny gówniany post gównianego człowieka na gównianym blogu.

Tydzień temu byłe w końcu u ortopedy, chociaż równie dobrze mógłbym nie iść i na to samo by wyszło. Czekałem dwa miesiące na wizytę, by lekarz jedynie przyłożył mi do palca kawałek jakiegoś plastiku i owinął to bandażem. Na pewno będzie od tego lepiej.
Przez te prawie trzy miesiące w ogóle nie szukałem pracy, ale chyba muszę znowu zacząć, bo ten palec pewnie już zawsze będzie mnie boleć. Nie dość, że i tak nie mam szans, by cokolwiek znaleźć, to nawet jeśli jakimś cudem tak by się stało, to ciężko byłoby mi coś robić przez ten cholery palec.

A tak poza tym jak to zwykle u mnie bywa. Siedzę cały czas w domu i innego nic nie robię  poza siedzeniem przed komputerem. Całkowicie nic mi się nie chce. Zdarza się, że nie jem cały dzień, bo nie chce mi się iść sobie coś zrobić, więc tak sobie jestem głodny przez cały dzień. Ale w sumie to może i dobrze. Jestem taki gruby, że w ogóle nie powinienem jeść z miesiąc.

Dobrze, że nigdzie nie wychodzę. Moje jedyne spodnie mogę zapiąć jedynie wtedy gdy porządnie wciągnę brzuch. Reszta moich ubrań też za dobrze nie wygląda. W większości są jakieś dziury, większe lub mniejsze albo po prostu teraz ledwo się w nie mieszczę. Zresztą i tak dużego wyboru nie mam, skoro mam jedynie cztery bluzy z długim rękawem i trzy z krótkim, a większość z nich ma już trochę lat. A na zakupy przecież nie pójdę.

Ten post piszę już z tydzień, bo tak bardzo nic mi się nie chce. Od dawna z nikim nie rozmawiam. Chodzi mi oczywiście o internet, bo ostatnio spotkałem się z kimś prawie dwa lata temu. A wy ile czasu byście wytrzymali, by z nikim nie rozmawiać i nie spotykać się? Może jeszcze jakiś czasu mogłem to zmienić, ale teraz nie ma już na to szans. Nigdy już nikogo nie poznam i będę tak wegetować w samotności, aż w końcu odważę się zabić, bo nikt nie ma wątpliwości, że tak się w końcu stanie.

niedziela, 19 lutego 2017

Ja to mam szczęście

Ponad miesiąc temu przewróciłem się na dworze i od tego czasu boli mnie kciuk w lewej ręce. Przez dwa tygodnie nigdzie z tym nie poszedłem, bo myślałem,że samo przejdzie. Wprawdzie było trochę lepiej, bo na początku nie mogłem tą ręką prawie nic robić, ale nadal bolało. Po tych dwóch tygodniach poszedłem do mojego lekarza rodzinnego (oczywiście mama mnie zarejestrowała), dostałem skierowanie na prześwietlenie. Zrobiłem to prześwietlenie, niczego nieprawidłowego nie wykazało. Wróciłem do lekarza i dostałem skierowanie do ortopedy. Z tego co wiem, ten właśnie lekarz przyjmuje ludzi tylko w nagłych wypadkach; wszyscy inni muszą się wcześniej zapisać. Może gdybym poszedł tam od razu po tym, jak się przewróciłem, to by się kwalifikowało. No ale trudno. Zapisałem się, a raczej mama to zrobiła, na 13 marca, więc jeszcze trochę sobie poczekam. Chociaż nie wiem, czy po takim czasie będzie można jeszcze coś z tym zrobić.

Teraz już znacznie mniej boli i mogę robić większość rzeczy, ale gdy trzeba coś mocniej ścisnąć, przenieść coś ciężkiego, czy po prostu użyć więcej siły, to mój palec daje o sobie znać; Dlatego już w ogóle nie szukam pracy, bo nawet jakbym w końcu jakąś znalazł, to i tak pewnie nie mógłbym jej wykonywać.
Tu w mojej okolicy mieszka taka kobieta, która specjalizuje się w naprawianiu złamań, skręceń, itp., itd., więc może tam się wybiorę, ale to najwyżej pewnie dopiero po wizycie u ortopedy.

Z tydzień temu znowu spuchło mi oko, że ledwie mogłem je otworzyć. Wcześniej przydarzyło mi się to gdzieś w październiku. No ale wtedy to prawdopodobnie było spowodowane tym, że gdy wycinałem maliny, nadziałem się na łodygę. Oberwałem głównie pod okiem, jednak oko też trochę dostało. Bolało i to nieźle, ale przeszło po jakimś czasie, wiec ani z tym, ani później z opuchnięciem nie byłem u okulisty. Tym razem pojechałem, bo mama i tak musiała jechać po nowe okulary, wiec wybrałem się z nią. Nic ciekawego się tam nie dowiedziałem, a tylko dostałem jakieś krople i maść. Ani razu tego nie użyłem, a dzień później po opuchliźnie nie było śladu. Szkoda, że ten palec nie przestanie mnie tak boleć.

Prawie w ogóle nie wychodzę z domu, a ostatnio ciągle coś mi jest. Eh. Ciekawe, co następne mi się przydarzy.

czwartek, 12 stycznia 2017

...

Byłem dziś zarejestrować kartę sim. Zważywszy na fakt, że moje kontakty z innymi ludźmi są obecnie ograniczone do rodziny, to całkiem nieźle mi poszło. Nawet za bardzo się nie stresowałem. Pewnie gdyby było tam więcej osób, to byłoby gorzej, ale na szczęście nie było. Przynajmniej to potrafiłem zrobić. No i wyszedłem z domu i trochę sobie połaziłem po mieście czekając na autobus, więc dobre i tyle.

Ale mam dziś ochotę wsiąść do pociągu i tak sobie gdzieś pojechać. Zima to świetna pora na jazdę pociągiem. Tylko szkoda, że nie bardzo mam gdzie, no i tym bardziej z kim. Może jednak pojadę do Rzeszowa za tydzień na ten mecz. Nie wiem tylko, czy jest sens jechać, skoro i tak mam małe szanse kupić bilet w kasie. No i nie miałbym, gdzie przenocować. Do żadnego hostelu pewnie nie odważyłbym się pójść, więc musiałbym całą noc sobie łazić po mieście. A jak będzie z -10 czy -15 stopni to może być ciężko. Pewnie przez ten tydzień będę się przekonywać, że powinienem jechać, a zaraz potem, że jednak nie powinienem.

No i to chyba tyle. Krótki ten post, ale nie mam o czym dalej pisać.

niedziela, 1 stycznia 2017

Dalej

No i oczywiście tego nie zrobiłem. I nie wiem, czy kiedykolwiek zrobię. Jestem taki beznadziejny, że chociaż tej jednej rzeczy nie potrafię zrobić w tym moim gównianym życiu.

Dziś już trochę lepiej, ale wczoraj czułem się okropnie. Do mojego brata przyszli koledzy, więc to tylko pogłębiło się wczoraj beznadziejnie czułem. Z nudów po raz kolejny robiłem kontrabandę na Skellige. Gdyby ktoś nie grał w Wiedźmina 3, to takie bardzo nudne, żmudne i nieciekawe czyszczenie mapy ze znaków zapytania, pod którymi kryją się jakieś bezwartościowe przedmioty. Wielu graczy tego nie robi, bo im się nie chce, i nie dziwię się; a ja zrobiłem to już trzy razy. No i jakoś po pierwszej poszedłem spać.

Wczoraj przez większą część dnia pracowałem przy drewnie, więc jutro będę mieć jeszcze co robić. Albo rozłożę sobie to na kilka dni; w końcu co za różnica.
W miesiącu muszę zarejestrować kartę sim albo po prostu w lutym kupię sobie nową i wtedy chyba od razu się rejestruje przy zakupie, więc może byłoby łatwiej.

Miałem w tym roku pojechać na jakiś Resovii, ale oczywiście jak dotąd mi się to nie udało, a już połowa sezonu. Pod koniec stycznia w Rzeszowie zagra Cucine Lube Civitanowa, czyli jeden z najlepszych klubów w Europie, w którym gra wielu świetnych zawodników. Fajnie byłoby się wybrać na ten mecz, ale pewnie nie miałbym szans, by kupić bilet. No i trudno.

Zaraz pewnie  idę dalej grać w Wiedźmina i użalać się nad sobą w internecie. Jutro znowu to samo, i tak cały czas, aż pewnie do usranej śmierci.

Urodziny.

Dzięki za życzenia, a raczej ich brak.